Miałam śliczny, wspaniały blog na tej platformie (czy jak to się tam na to mówi), nawet kilka ciekawych wpisów, ale latem szlag go trafił, bo coś kombinowałam ze swoim drugim blogiem o hafciarstwie i go usunęłam.... Żałuję okrutnie, bo był taki ładny... aaaamerykański.... No, ale nie będę płakać nad rozlanym mlekiem - kobiecie z klasą nie uchodzi! (Rozklejać się z powodu takiej pierdoły).
Pofatygowałam się zatem o nowy. A tym razem trochę się przyłożyłam, bo sobie nową szatę graficzną sprawiłam, kolory dopasowałam (mama będzie ze mnie dumna!), zmieniłam tytuł, bo jakoś tak pół roku temu stuknęła mi 30stka i to chyba taki nowy rozdział w życiu każdej kobiety, która wie (o ile wcześniej nie wyszła za mąż), że jest już pełnoprawną starą panną i nie musi mieć męża, bo tak chce mama, babcia, ciotka i kotka spod okna, teraz to może wyjść za maź jedynie dlatego, bo ma taki kaprys, ewentualnie większe potrzeby finansowo-majątkowo-opiekuńczo-seksualne.
Długo nie pisałam i omal zapomniałabym o blogosferze, ale byłam kilka miesięcy zajęta pisaniem poważnej pracy nałukowej. Została obroniona w listopadzie na ocenę, którą dostają przeważnie kujony na całym roku i potem zasilają kadrę w wielkich korporacjach, a nim skończy się im umowa o pracę, lądują u psychoterapeuty. Przez ten czas miałam wstręt do pisania czegokolwiek. Teraz jednak zatęskniłam szczerze za pisaniem i blogosferą. Zmęczona fejsbuczkiem, gdzie zrobiło się jakoś tak polityczno-socjopatycznie i niewesoło, postanowiłam wrócić na swoje stare śmieci. Problem był jednak z tym, czy po raz kolejny stwarzać sobie jakieś nowe miejsce w cyberprzestrzeni z nowym nickiem, adresem itd. Ale miałam w całej swej ośmioletniej karierze blogerki tyle nicków i nowych odsłon, że już trochę zaczęło mnie to męczyć, więc zatrzymam się na ostatnim - Wilmy.
Za każdym razem obiecuję sobie, że będę pisać regularnie i bloga swego nie zostawiać, ale i tym razem pewnie to mi się nie uda, więc po prostu popisze sobie, a potem: pożyjemy, zobaczymy....
Ja też piszę już kolejnego bloga, mojego pierwszego ostatnio z braku wpisów usunął mi onet :(, rozumiem jednak tęsknotę za blogosferą. FB na dłuższą metę z tą całą polityką nie da się znieść faktycznie.
OdpowiedzUsuńTo już lepiej sobie popisać bloga, znaleźć sobie podobnych i czuć się dobrze w swoim środowisku. :)
powodzenia od nowa!
iw
Na onecie posiadam jeden blog o historii sztuki, lata tak już nie piszę, ale onet go zostawił, bo wciąż cieszy się dużo popularnością wśród dzieciaków i pewnie ma z tego jakieś profity. :)
UsuńFB stał się mównicą polityczną, forum naukowym, biznesem, szczuciem innych ludzi, inwigilacją wrogów - często wyimaginowanych, i co najgorsze ludzie potracili tam mózgi. Mnie to już nie kreci, wysiadam. :(
Trochę mi tego pisania brakowało, a jeszcze bardziej normalnych czytających ze zrozumieniem ludzi. :)
Nie "pożyjemy, zobaczymy", tylko masz pisać i się nie zniechęcać! :)
OdpowiedzUsuńAle ja zbyt leniwa jestem... ;) Dziękuję, że odwiedziłaś mój blog. :-)
Usuń