O blogu

Poniższe opowiadania oparte zostały na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki. Bohaterowie drugiego planu, fabuła oraz dialogi są nieco zmodyfikowane.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontrola. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2016

Wyniki kontroli NIK w sprawie prowadzenia dokumentacji medycznej

Będzie teraz jeden z tych wpisów, które można z powodzeniem określić: czepiam się wszystkich i wszystkiego. Otóż! Wczoraj wzięłam się (w końcu) za czytanie wniosków z kontroli NIK dotyczącej prowadzenia dokumentacji medycznej[1]. Zaczęłam czytać wytłuszczony akapit i już na 'dzień dobry' wyskoczyła mi pierwsza gwiazdka, czyli słowo jak najbardziej na miejscu. 
"Największy bałagan stwierdzono w dokumentacji przychodni: w kartach pacjentów brakowało istotnych informacji na temat przebytych chorób, pobytów w szpitalu, czy chorób przewlekłych."

Zazgrzytało... mocno, a że jeszcze są świeże rany po czytaniu uwag od promotora, to mi się przypominało, jak we wstępie swojej pracy napisałam "aby nie robić zbędnego zamieszania to używam w pracy pierwotnej nazwy tererefere..." (nieważne o czym tam pisałam). I mi promotor zaznaczył "zbędnego zamieszania", a w komentarzu obok napisał:  kolokwializm. Wilma inteligenta, więc domyśliła się, że ją poniosło i ma użyć innego określenia, bo nie wypada, po styl, bo język itd. Pobiła się w pierś, trzy razy wypowiedziała Mea culpa i poprawiła zdanie. Dobrze, ale to była zwykła praca dyplomowa, którą nikt oprócz Wilmy, promotora i recenzenta nie będzie więcej czytał, a tu mamy do czynienia z portalem poważnej instytucji jaką jest Najwyższa Izba Kontroli, czyli wypadałoby napisać tekst poprawną polszczyzną i operować fachowym słownictwem, prawda? W każdy razie mi pasuje tu słowo chaos albo całkowity bezład stwierdzono w... 
Nie wiadomo kto jest autorem tego artykułu, ale czytając dalej stwierdzam, że też nie podpisałabym się pod nim. Czy zanim, trafia taki test na stronę internetową poważnej, państwowej instytucji to czy jest ktoś kto go sprawdza, poprawia? Czy odbywa się to w ten sposób, że pracownik w pośpiechu coś napisze i potem jazda na internety, bez czytania, bez korekty? Nie winię tu zbytnio autora, "bo autor swoich błędów nie widzi", ale wiedząc, że sama popełniam takie byki, maltretuję innych aby czytali moje wypociny i poprawiali moje błędy lub nanosili swoje uwagi, bo coś zgrzyta, coś tu ewidentnie nie pasuje etc. 
Jednak jak widzę, coraz częściej, że na poważnych stronach internetowych widnieje masa błędów językowych, które skutecznie zniechęcają do czytania to już zaczynam poważnie martwic się nad poziomem intelektualnym pracowników państwowych urzędów. 
I żeby było zabawniej, na samej górze portalu, widnieje motto NIK-u: 
"pomagamy w naprawianiu państwa"
O Matko i córko.... 
Polecam najpierw pracę u podstaw w wykształceniu pracowników. Tak wiem, obecny rząd wcale o to nie dba i nie ma zamiaru, ale to jednak świadczy o samych ludziach, którzy pisząc takie artykuły robią sami z siebie pośmiewisko. 
Został mi do przeczytania cały raport z tej kontroli. Już się boję...
___________