31 grudnia 2016 roku
Leżę. Zastawiam się czy żyję. W zasadzie to już powinnam dawno wynieść swą
duszę na tamten świat, po trzeciej z rzędu nieprzespanej nocy, ale przypomniało
mi się, że jeszcze nie zdecydowałam, do którego świata chcę się przenieść na wieczność. W końcu zostaliśmy wyposażeni w opcję tzw. "wolna
wola", więc wszystko, teoretycznie, w naszych rękach.
Po sprawdzeniu pulsu i jakości samopoczucia, wstałam. Na dwie godziny przed
kolacją. Włożyłam małą czarną, wymalowałam twarz,
pomalowałam paznokcie, upięłam włosy w kok w stylu Wilma tu rządzi i z powrotem władowałam się do łóżka. Nie byłam w
nim sama…
Czekali na mnie Boruta, Rokita i Twardowski. Od czasu do czasu przeleciała
Jaga i Lucynka[1]. Późnym wieczorem przyszła
Gorączka. Katar i Kaszel już byli, wpadli dwa dni wcześniej. Nocowali…
Wybiła północ. Oderwałam się od Wywiadu
z Borutą i przechyliłam kieliszek szampana życząc sobie zdrowia, dystansu
oraz świętego spokoju jeszcze za życia. Obejrzałam pokaz sztucznych ogni u
sąsiadów, jednych i drugich, a potem z powrotem poszłam do łóżka, słuchając historii
Szefa Polskiego Piekła o tym jaki to miał ogromny wpływ na losy naszego kraju
od początku jego istnienia. Miałam ubaw po pachy z nieudolnych władców Polski,
którzy dali się omotać diabłu oferującemu złote góry plus władze, pieniądze i
seks – ponoć każdy porządny diabeł ma to w swoim pakiecie. Skończyłam śmiać się, gdy uzmysłowiłam sobie, że i mną zaraz zacznie interesować się diabeł,
jak wyczai, że mogę mieć wpływ na losy ważnych dokumentów. A przecież każdy
porządny archiwista wie:
jeśli nie ma jakiegoś dokumentu w archiwum to znaczy, że „nie istniał”.Ale upite łyczki szampana zaczęły szumieć w głowie i sprawiły, że poczułam się jak nowonarodzona. Piękne uczucie… skończyło się jednak szybciej niż myślałam i przyszło mi gorzko pożałować picia alkoholu będąc na lekach. Bolała, dosłownie, każda komórka mojego organizmu. Zasnęłam, z trudem, nad ranem….
1 stycznia 2017 roku
Leżę. Zastanawiam się czy…
Zmartwychwstałam dopiero przed obiadem. Potem to już jakoś dzień zleciał. Bez
alkoholu. Miałam nauczkę. I już teraz wiem jak działa szatan. Daje, niby bezinteresownie, podstawia
pod nos, mówi, że po tym poczujesz się lepiej. W istocie czujesz się lepiej,
ale na chwilę, potem lądujesz w piekle i czujesz tylko ból w kościach.
I tak oto spędziłam Sylwestra z wirusem. Cóż, niektórzy w 2016 roku łapali
Pokemony, ja wirusy…
[1] - legendy.allegro.pl
