O blogu

Poniższe opowiadania oparte zostały na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki. Bohaterowie drugiego planu, fabuła oraz dialogi są nieco zmodyfikowane.

sobota, 7 stycznia 2017

Wilma o sobie [#1] - Jak spędziłam Sylwestra 2016

31 grudnia 2016 roku

Leżę. Zastawiam się czy żyję. W zasadzie to już powinnam dawno wynieść swą duszę na tamten świat, po trzeciej z rzędu nieprzespanej nocy, ale przypomniało mi się, że jeszcze nie zdecydowałam, do którego świata chcę się przenieść na wieczność. W końcu zostaliśmy wyposażeni w opcję tzw. "wolna wola", więc wszystko, teoretycznie, w naszych rękach.

Po sprawdzeniu pulsu i jakości samopoczucia, wstałam. Na dwie godziny przed kolacją. Włożyłam małą czarną, wymalowałam twarz, pomalowałam paznokcie, upięłam włosy w kok w stylu Wilma tu rządzi i z powrotem władowałam się do łóżka. Nie byłam w nim sama…

Czekali na mnie Boruta, Rokita i Twardowski. Od czasu do czasu przeleciała Jaga i Lucynka[1]. Późnym wieczorem przyszła Gorączka. Katar i Kaszel już byli, wpadli dwa dni wcześniej. Nocowali…

Wybiła północ. Oderwałam się od Wywiadu z Borutą i przechyliłam kieliszek szampana życząc sobie zdrowia, dystansu oraz świętego spokoju jeszcze za życia. Obejrzałam pokaz sztucznych ogni u sąsiadów, jednych i drugich, a potem z powrotem poszłam do łóżka, słuchając historii Szefa Polskiego Piekła o tym jaki to miał ogromny wpływ na losy naszego kraju od początku jego istnienia. Miałam ubaw po pachy z nieudolnych władców Polski, którzy dali się omotać diabłu oferującemu złote góry plus władze, pieniądze i seks – ponoć każdy porządny diabeł ma to w swoim pakiecie. Skończyłam śmiać się, gdy uzmysłowiłam sobie, że i mną zaraz zacznie interesować się diabeł, jak wyczai, że mogę mieć wpływ na losy ważnych dokumentów. A przecież każdy porządny archiwista wie: 
jeśli nie ma jakiegoś dokumentu w archiwum to znaczy, że „nie istniał”. 
Ale upite łyczki szampana zaczęły szumieć w głowie i sprawiły, że poczułam się jak nowonarodzona. Piękne uczucie… skończyło się jednak szybciej niż myślałam i przyszło mi gorzko pożałować picia alkoholu będąc na lekach. Bolała, dosłownie, każda komórka mojego organizmu. Zasnęłam, z trudem, nad ranem….

1 stycznia 2017 roku

Leżę. Zastanawiam się czy…

Zmartwychwstałam dopiero przed obiadem. Potem to już jakoś dzień zleciał. Bez alkoholu. Miałam nauczkę. I już teraz wiem jak działa szatan. Daje, niby bezinteresownie, podstawia pod nos, mówi, że po tym poczujesz się lepiej. W istocie czujesz się lepiej, ale na chwilę, potem lądujesz w piekle i czujesz tylko ból w kościach. 

I tak oto spędziłam Sylwestra z wirusem. Cóż, niektórzy w 2016 roku łapali Pokemony, ja wirusy… 




_________________________

20 komentarzy:

  1. Współczuję choróbska. Chociaż przy pogodzie, jaka wtedy panowała, aż dziw, że i mnie nic nie złapało. Całe szczęście, że niedawno przyszły mrozy.
    W Sylwestra oglądałem świąteczny odcinek serialu Sense8. Ciekawi mnie trochę tematyka tego serialu, chociaż mam wrażenie, że twórcy mogli go zrobić trochę lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do dziś dnia trzyma mnie to diabelstwo i zastanawiam się gdzie i kto mi go sprzedał. :D
      Ja czytałam, w Nowy Rok obejrzałam jeszcze raz całą serię Legend Polskich na Youtube. I przynajmniej zkumałam o co tam cho.

      Usuń
    2. W takim razie życzę Ci dużo zdrowia. :)
      Słyszałem o Legendach Polskich, ale jeszcze ich nie obejrzałem. Póki co nadrabiam Grę o Tron. :)

      Usuń
    3. A tego to ja nie oglądam i nie ciągnie mnie do tego - nie lubię i nigdy nie lubiłam średniowiecza. :-) Ale motyw muzyczny z tego serialu, a i owszem lubię bardzo. :D

      Usuń
    4. Wiesz co? Jak po raz pierwszy usłyszałem o "Grze o Tron" i jej popularności, też stwierdziłem, że nie lubię średniowiecza ani baśniowych historii, zwłaszcza w filmach. Ale serial jest tak popularny, że postanowiłem chociaż spróbować go obejrzeć. Od razu mnie przekonał i wciągnął, chociaż głównie przez własną specyfikę. Mimo wszystko nie jest to ani typowa średniowieczna opowieść ani typowa baśń. Ale musiałem zacząć oglądać ten serial, żeby to stwierdzić, bo początkowo miałem bardzo silne opory.

      Usuń
    5. Podobnymi pobudkami, co Ty, byłam wiedziona w przypadku mega popularności serii Twarze Greya. Wzięłam się za czytanie tylko po to aby dać sobie prawo objechania tej szmiry od góru do dołu. Czytałam tą serie prawie pół roku, nie dało się to czytać jednym tchem, musiałam czesto przerywać czytanie, bo mi się mózg zmiękczał. W końcu przeczytałam i stwierdziłam, że nie było to warte mojego cennego czasu. Co do seriali nawiązujących do historii, moim grzechem był Rzym. :-)

      Usuń
    6. Mnie póki co "Gra o tron" przekonuje do siebie, ale to wyjątek w przypadku fantastyki. Nigdy nie byłem w stanie strawić powieści Tolkiena czy Sapkowskiego ani ich ekranizacji, więc tutaj byłem pozytywnie zaskoczony.

      Usuń
    7. To jest nas dwoje, bo ja też nie trawię Tolkienow i Sapkowskich...

      Usuń
    8. szczur z loch ness11 stycznia 2017 19:07

      To jest nas troje :-)

      Usuń
    9. Uuuu tłoczno się zaczyna robić. ;)

      Usuń
  2. Mijamy się na blogach, więc postanowiłam Cię odnależć.
    Mnie kiedyś też trafił się taki Sylwester z wirusem. Ale jakoś go przeżyłam i nawet ze śmiechem wspominam.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
    Jak najmniej spotkań z wirusami.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, rozgość się. Kawy herbaty? :-)
      Dziękuję i wzajemnie życzę.
      Nie wiem czy to się uda, one mnie tak uwielbiają...

      Usuń
  3. Witaj Wilmo!
    Tak plastyczny opis sylwestrowych cierpień świadczy mam nadzieję o tym, że masz choróbsko za sobą:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry!
      Tą gorszą stronę mam za sobą, ale reszty jeszcze się nie pozbyłam.
      Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  4. Książkowe plany na Sylwestra, to zawsze dobry pomysł :) Ja miałam Sylwestra z grami komputerowymi i też nie narzekam.

    Widzę, że odwiedził Cię mój stary znajomy. Z Szatanem jest jak z panem, który rozdaje cukierki dzieciom - nigdy od niego nic nie bierz! Widzisz, ja go już od dłuższego czasu do domu nie wpuszczam. Ale choróbsko i tak się przypałętało :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wiekiem przychodzi taki czas, w którym pragniesz tylko świętego spokoju i cieszysz się, że możesz zostać w domu nawet gdy jest Sylwester.

      A żeby to było takie proste... on się przeistacza w dobrą mamę, tatę, ciocię i urocze dziecko, a potem atakuje, różnymi sposobami, mnie wirusem... :( To życzmy sobię zdrowia :-)

      Usuń
  5. Ja w nowy rok latałam po ulicy strzelając rzymskim ogniem. Małe, nie robiące hałasu, w przeciwieństwie do mnie. Po szampanie człowiek robi się śmielszy, więc latałam po ulicy i darłam się na całe gardło: Drodzy sąsiedzi! Życzę wam, żeby w nowym roku nikt was nie wkur*iał! Mąż opowiadał, że jedni tylko pokazali swe łepetyny w oknie. Ci nowi. Ciekawe czemu tylko oni? Podejrzewam, że inni są już po prostu przyzwyczajeni. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi wirus zabrał głos, więc w darcia nici....

      W takim razie: Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)

      Usuń
  6. to w ogóle jest jakieś dziwne upierać się, że Sylwester koniecznie ma być spędzany w towarzystwie innych ludzi... mnie się czasem zdarzały spędzane tylko z wirusem, czy jakimś innym bakcylem i nie mam powodów do narzekań, bo oprócz bakcyla miałem wtedy jeszcze zacnego kompana zwanego Święty Spokój...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też nie wiem dlaczego jest takie ciśnienie na Sylwestra z imprezą na cztery fajerki z pół miastem i hektolitrami alkoholu. A za święty spokój dałabym się nawet zabić...

      Usuń