Pozostanie chyba tradycją, że w ostatnią sobotę miesiąca u Wilmy pojawia się tekst typu: o wszystkim i o niczym.
Tak, tak Wilma znów nie podołała. Nie napisała i nie opublikuje dzisiaj sensownego tekstu. I w sumie to ma teraz problem, ponieważ Pani Nivejka powiedziała jej miesiąc temu, że ma jeszcze jedno nieprzygotowanie do wykorzystania. A do końca roku daleko i jak tu teraz usprawiedliwić się przed szanownymi czytelnikami, nie tracąc cennego nieprzygotowania? Są dwa wyjścia.
Pierwszy: zwolnienie lekarskie. Jednak w ostatnim tygodniu, jak na złość, Wilmie nic nie dolegało, pozostaje więc symulowanie wyimaginowanej choroby. Ale wówczas trzeba byłoby pomyśleć, jaką by tu poważną jednostkę chorobową wymyślić i dorobić do niej odpowiedni scenariusz i reżyserię. W grze aktorskiej Wilma jest akurat dobra, w końcu jak wiadomo, chciała kiedyś zostać absolwentką szkoły filmowej. Niestety czasu na rozmyślanie za bardzo nie miała. Sprawy zawodowe były ważniejsze. A poza tym, znana jest ze swojej autentyczności, więc tak udawać i oszukiwać swoich zaprzyjaźnionych blogerów to tak... nie uchodzi, nie uchodzi....
Drugi: pójście na wagary. Ale tu znowu niewypał. Dzień Wagarowicza dopiero w marcu, a w tym roku przypada, jak na złość, w dzień poprzedni, a nie w weekend.
Związku z powyższym Wilma nie ma na dziś stosownego usprawiedliwienia. Ale coś tu trzeba Wam napisać i wstawić ładną fotografię, którą zwykle widzicie, ale żadne z Was nie pochwali Wilmy za talent fotograficzny. [Proszę się tu zaraz, szybciutko poprawić i pozostawić jakiś komplement. Tu na dole w komentarzach. Dziękuję!]
Zwyczajem miesiąca poprzedniego, zamiast Wilmy piszecie Wy. A zatem, co ciekawego u Was słuchać? Jak tam zdrowie dopisuje? Jak spędzacie ostatnią sobotę karnawału? Jakie macie plany na najbliższy tydzień? Co Was trapi, a co wzrusza? Jaką książkę przeczytaliście i chcecie polecieć Wilmie? Jaki film oglądaliście i nie chcecie nikomu polecić, bo zwyczajnie wstydzicie się, że go oglądaliście? I tradycyjnie. Nie musicie pisać prawdy.
To miłego tygodnia Wam życzę. Żonatych Panów pozdrawiam, Panie ściskam i całuję.
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńMelduję, że sobotę spędzam, jak wszystkie w karnawale, to znaczy za piecem. Karnawał dla mnie zaczyna się w maju. I to jest najprawdziwsza prawdziwa prawda, o! :) :) :)
Pozdrawiam serdecznie.
Elu,
Usuńto bardzo dobry pomysł z tym majem. Słońce, ciepło do okoła bzyczące pszczoły, majowa zieleń -jak pisał Mickiewicz... Nie wiem jak reszta, ale mi to odpowiada. Chyba się do Twojego karnawału dołączę! :))))
Aaaa... Brak usprawiedliwienia usprawiedliwiam.
OdpowiedzUsuńDziękuję, proszę Pani! ;)
UsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Zdjęcie zaprawdę bardzo ładne! Ale nie ono najbardziej zwróciło moją uwagę. Najbardziej zastanawia mnie, dlaczego Wilma tak ostentacyjnie ignoruje kawalerów?
OdpowiedzUsuńNie to, żeby mnie to dotyczyło osobiście - ot, ciekawość obserwatora ;-)
Oooo i to jest prawidłowy komentarz! Najpierw wazelina potem zainteresowanie treścią. :)
UsuńPrawdą jest, że zapomniała o nich wspomnieć. Półprawdą, że ignoruje ich świadomie, bo jeszcze nie wie czy wogóle tu tacy są. Nieprawdą, bo nie interesują oni ją wcale. ;)))
Mój mąż czuje się pozdrowiony, a ja uściskana i wycałowana;D
OdpowiedzUsuńI tak jest bardzo dobrze! I tak powinno być! :D
Usuńdlaczego ostatnią?... to ma już nie być sobót?... jeśli tak, to kiedy mają się zaczynać poniedziałki?...
OdpowiedzUsuńpozdrawiać jzns :)...
Wszystko możliwe... W poniedziałki rano zwykle następują końce świata. A nowe poniedziałki rozpoczynają się po 3-4 kawie, czyli gdzieś tak w południe. ;)
UsuńPozdrawiam :)
Kwiatek cudnej urody - świetne zdjęcie. Zapomniałam, że to ostatnia sobota karnawału, ale ale, ja mam karnawał całe życie, więc w następną sobotę zaszaleję, jak przystało na szaloną.
OdpowiedzUsuńPoza tym, torchę nudna jestem, filmowo, muzycznie, książkowo, raczej nic rozrywkowego. Nie ma się czym chwalić. Kiss kiss
Dziękuję. ;)
UsuńBaw się zatem szalenie dobrze! :D
;*
Sprytne zagranie! :D
OdpowiedzUsuńCóż, zdrowie jak zwykle - mogłoby być lepiej. Lampami naświetlanie podobno będzie jednak zbędne, ale mam zrobić jeszcze rezonans, także tego... Sobota? Nie pamiętam co robiłam w sobotę, a to bardzo źle o mnie świadczy, bo przecież to było dwa dni temu. Nic nie oglądałam, nic nie czytałam (oprócz rzeczy pracowych...), ale zawsze mogę czegoś nie polecić. Otóż nie polecam nieobejrzanej przeze mnie Ciemniejszej Strony Greya :D
Nie mogę u Ciebie skomentować wpisu o mailowaniu diabłów, więc napiszę tutaj. Cóż, jestem agnostykiem, od dawna nie chodzę do kościoła i przynajmniej do Kościoła w Polsce żywią tylko i wyłącznie negatywne uczucia, ale pamiętam, że spowiedź była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Szczególnie jedna. W takim normalnym pokoju, w domu parafialnym. Na środku pokoju stał prowizoryczny konfesjonał. Nikogo innego oprócz mnie i księdza nie było. To było dosyć metafizyczne przeżycie, wywołało we mnie dużo emocji. Po wszystkim się nawet rozpłakałam ;) Dzisiaj trochę żałuję, że nie ma już we mnie takiej "ufności" jak wtedy, ale po prostu większość rzeczy traktuję rozumowo i nie potrafię już inaczej. Wiedza > Wiara.
Boshhhh!! To oni kręcą kolejne części tej szmiry? Widzi Bóg i nie grzmi....
UsuńPrzynajmniej jesteś szczera w kwestii wiary, bo jak słyszę niektórych pseudoateistów to mnie nieco szlag trafia. U mnie to trochę inaczej zadziałało. Na studiach poznawałam różne teksty starożytne i średniowieczne i wiedzę na temat dawnych religii i wierzeń. Coś mi tam się nie zgadzało (bo i też nie chciało mi się bardziej zgłębić temat i poczytać więcej tekstów i sięgnąć po dogmaty średniowieczne) weszłam w fazę "wiedza > wiara" i olewałam nieco zgłębianie oraz praktykowanie swojej wiary. Ale pewnego dnia zachorowałam na III roku strasznie i okrutnie i po doświadczeniu niemiłosiernego bólu coś mi się w serduszku roztopiło i postanowiłam zmienić front. Weszłam w fazę 'zaufanie siły boskiej > wiedza'. :)
P.S. U mnie komentowanie na głównej dozwolone przez 7 dni, po zdjęciu z głównej postu, wyłączam komentowanie. Powód? Jestem leniwa. Nie chcę mi się latać, czytać i odpisywać na komentarze pod starymi postami. Dobra idę się wyspowiadać ze swojego lenistwa. ;))
U mnie... słychać tyle, że jestem już zdrów jak ryba i w piątek jadę na tydzień do Kielc. W kwestii blogowania też się niestety rozleniwiłem ostatnio. Ale cóż... taka już jest natura ludzka, a blogowanie ma być dla nas frajdą, a nie katem stojącym nad pręgierzem. :)
OdpowiedzUsuńŚwięta prawda Bogdanie! Jeśli pisanie notki wygląda jak reanimacja umarłego to na nic takie blogowanie, to jednak coś co robimy dla relaksu i przyjemności. Inna sprawa, jeśli ktoś to traktuje jako zarobek, wówczas trzeba nieco się przyłożyć i więcej czasu na to poświęcać. :)
UsuńJeśli blogowanie jest pracą zarobkową, to nie ma rady. Chociaż z drugiej strony słyszałem też, że w naszych warunkach można na tym co najwyżej dorobić do pensji, zaś prawdziwe pieniądze zgarniają tylko nieliczni wybrańcy. :)
UsuńTo z tego co tu piszesz wnioskuję, że to ciężki kawałek chleba i ja to taką blogerką z prawdziwego zdarzenia nigdy nie zostanę. :)
UsuńNigdy nie mów nigdy. W życiu wszystko może się zdarzyć. Najczęściej najfajniejsze rzeczy dzieją się przez przypadek. :)
UsuńPrzez przypadek to Kolumb odkrył Amerykę. ;) U mnie napisanie kilku zdań to nie lada wyczyn, a co dopiero pisanie dla pieniędzy! Ale może to i dobrze... Mniejsze ryzyko popadnięcia w czyste grafomaństwo. :D
UsuńNo właśnie- jak Kolumb odkrył Amerykę przez przypadek, to dlaczego Tobie nie miałoby się udać coś bardzo fajnego przypadkiem. Dla mnie pisanie również jest wyzwaniem i trudno mi sklecić cokolwiek nadającego się do publikacji. Ale czasem fajnie jest podejmować duże wyzwania, jeśli zakończą się one jakimkolwiek sukcesem, nawet grafomańskim. :D
UsuńPozdrawiam przedwyjazdowo. Za chwilę wyjeżdżam na tydzień do Kielc. :)
Baw się więc dobrze! :)
Usuń