Przyjmowanie się do nowej pracy, wiąże się z badaniami lekarskimi i uzyskaniem odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego. Niestety i ja musiałam się o takowe postarać, więc poszłam była na badania.
Punktualnie o godzinie 9:10 przybyłam do Centrum Medycyny Pracy w swoim mieście powiatowym i grzecznie poczekałam na swoją kolej przy "punkcie pobrań". Spodziewałabym się pierwej wybuchu III wojny światowej i ataku terrorystycznego, aniżeli spotkania na poczekalni swojego starego i sprawdzonego lekarza z gminnego ośrodka opieki zdrowotnej. Początkowo nie dowierzałam swym oczom, w końcu minusowa wada wzroku z astygmatyzmem, mogą zrobić w konia człowieka, nawet z najlepiej dobranymi szkłami optycznymi, przez najlepszego specjalistę w województwie. Nie byłam pewna, więc udawałam, że go nie widzę. Na szczęście szybko przyszła na mnie kolej i poszłam odwalić całą procedurę badań lekarskich.
Starego znajomego Doktora spotkałam ponownie przy gabinecie lekarza medycyny pracy. Doktor od razu zagadał i użył przy tym największego kalibru, strzelając we mnie pytaniem o treści:
- No i jak tam Wilmo, jest już habilitacja?!
Czasu na pozbieranie się, po usłyszeniu (tak bez żadnego wstępu, odpowiedniego zagajenia, przygotowania mnie na tak mocny strzał i to znienacka) owego pytania, miałam niewiele. [A trzeba wiedzieć, iż w ostatnim czasie to bardzo niewygodne pytanie dla Wilmy.] Uśmiechnęłam się i nie ukrywając zaskoczenia, zgodnie z prawdą odpowiedziałam:
- Panie! Ja mam problem z magisterką, a Pan mi tu z habilitacją gitarę zawraca....
- Oj tam, przesadzasz. Dlaczego?
Z rozbrajającą szczerością odrzekłam:
- A bo mi się nie chcę!
- A to już jest lenistwo, Wilmo....
- Tak! Nazwijmy rzeczy po imieniu: to jest prawdziwe lenistwo. Nie chce mi się już bawić w studentkę - za stara jestem. Do tego moje studia specjalistyczne są aż w Toruniu, za daleko... i też już mi się nie chce tak dojeżdżać.
- A nie chcesz się tam przeprowadzić? To bardzo ładne miasto.
- Nie. Wolę jednak te swoje Kaszuby, a w najgorszym wypadku Trójmiasto, Panie Doktorze.
Zostałam wezwana do gabinetu. Po wyjściu i szykowaniu się do opuszczenia poczekalni, Doktor czekając na swoją kolej rzucił mi na pożegnanie:
- No to czekam na tą habilitację Wilmo! Na razie!
"Co oni się tak wszyscy na mnie uwzięli??!!" - pomyślałam wychodząc z budynku CMP.
"Co oni się tak wszyscy na mnie uwzięli??!!" - pomyślałam wychodząc z budynku CMP.
Pamiętam gdy broniłam swojej pracy licencjackiej, na koniec po ogłoszeniu wyników dyrektor instytutu powiedział, że mam iść na magisterkę i to KONIECZNIE! Pozostali panowie z komisji również mnie do tego namawiali, różnie to argumentując. Trochę dziwiła mnie postawa promotora, bo doskonale mnie znał i wiedział, że można mi mówić, zachęcać, prosić... ale ja i tak zrobię co będę chciała. A to, że chodzę własnymi drogami to też już wie, jak również i to, że w tę drogę lepiej mi nie wchodzić. Podczas gdy dyrektorowi chodziło o kolejnego studenta, bo im więcej studentów tym lepiej, bo za każdym studentem idą pieniądze itp. to promotor wiedział, że na poważnie odchodzę z gdańskiej uczelni i idę do Torunia, z wiadomych względów. [Toruń to taka "Mekka" Archiwistów]. Ale jakim cudem zachęcał mnie do tego recenzent, żywiąc nieskrywaną nadzieję, że będę kontynuować rozpoczęte badania na magisterce? Oj... węszę w tym jakiś podstęp! Ale tak na poważnie. Nie otworzyłam sobie kolejnego problemu badawczego w zakończeniu swojej pracy licencjackiej i przez to, chyba jasno, akcentowałam, że pójdę inną drogą niż dotychczas. Jaką? A tego oprócz mnie i Pana Boga nie wie nikt. Taka dociekliwa jestem i chciałbym wiedzieć o co Szanownej Komisji tak naprawdę chodziło... Jednak tego już się nie dowiem, więc zajmę się sobą.
Jeśli o mnie chodzi to ostatecznej decyzji co do magisterki jeszcze nie podjęłam. Mam na to sporo czasu. Do września jeszcze daleko. Niemniej jednak mam mieszane uczucia. Tytuł magistra mają teraz wszyscy. Dają każdemu, kto tylko przyniesie do dziekanatu pracę dyplomową, nieważne czy napisał ją samodzielnie, czy ktoś, za "drobną" opłatą. Takich leszczy mam w swojej własnej rodzinie. Z resztą pisanie prac dyplomowych na zlecenie to temat rzeka, który w tym momencie jest najmniej istotny. Aby pracować w zawodzie i być szeregowym pracownikiem tytuł magistra nie jest mi potrzebny. Inna sprawa, gdy na poważnie bierze się pod uwagę jednocześnie pracę zawodową i naukową. Bawić się w naukowca, fajna rzecz, ale to jednak ciężki kawałek chleba.... Nie wiem czy dobry będzie dla mnie.
Obserwowałam na studiach ten naukowy światek. Jejuuuu... jacy oni są tam (prawie) wszyscy poważni.... Nie wiem czy pasowałabym do tego środowiska. Lubię sobie często, jak nie zawsze, pośmieszkować, a o swoich cynicznych i ironicznych uwagach nie wspomnę. Pisanie poważnych tekstów naukowych to dla mnie męka pańska... I zawsze dziwi mnie fakt, gdy dostaję pozytywne opinie dot. moich prac. Albo te osoby kłamią, bo nie chcą robić mi przykrości, albo mówią prawdę. Jeśli to pierwsze to okey. Mogę sobie zrobić magistra dla tzw. większego wynagrodzenia i tyle. A jeśli to drugie? To gorsza dla mnie sprawa, ponieważ to jednak świadczy o tym, że jakieś tam predyspozycje do wykonywania zawodu naukowca mam i byłoby grzechem tak olać to z powodu lenistwa. I cóż zatem począć....? Jaką drogę obrać....? Jak żyć...? Jak żyć...? Panie Donaldzie, absolwencie mojego wydziału, jak żyć...?

Lenistwo, Wilmo, pod wzlędem etyki jak i pragmatyki nie jest wcale takie jednoznaczne.
OdpowiedzUsuńOto przmyślenia mędrców na ten temat:
"Lenistwo jest głupstwem ciała, a głupstwo jest lenistwem duszy" - Alojzy Żółkowski
"Lenistwo jest ukrywanym ojcem postępu" - Gabriel Laub
wreszcie:
"Kobiety leczą się z lenistwa przez próżność lub miłość." - Jean de La Bruyére
To tyle, Wilmo, bo, wg Lwa Tołstoja, nic bardziej nie sprzyja lenistwu jak jałowe rozmowy!
pozdrawiam i serdecznie zapraszam
Mój przypadek dobrze oddaje cytat Jean de La Bruyére, z naciskiem na próżność. :)
UsuńPozdrawiam :)
Nie daj się prosić, zrób i już! - Moja mama zawsze tak powtarza i to mnie od razu zniechęca.
OdpowiedzUsuńTo przeczy wolnej woli....
UsuńPozdrawiam :)
Wilmo, największe wynalazki powstały z lenistwa. Skoro ludziom się nie chciało robić ręcznie, wymyślili tysiące pomocy, przedmiotów, aby sobie ułatwić życie. Zatem, spokojnie, jeszcze i Ty nas zaskoczysz.
OdpowiedzUsuńSerdezcności zasyłam
Coś czuję, że stworzę nowy system archiwizowania dla leniwych.... ;)
UsuńCałusy i uściski!
Z doświadczenia wiem, że najlepiej iść za ciosem. A do Torunia nie tak znowu od Ciebie daleko.
OdpowiedzUsuńWybór i decyzja na szczęście należy do ciebie i tylko do ciebie:)
PeeS. Od kiedy ta nowa praca?
Życie uczy nas podejmowania decyzji codziennie i przez całe prawie życie. Piszę prawie, bo w wieku dziecięcym i późnej starości to już nie my podejmujemy decyzję.
UsuńDwie godziny jazdy autostradą, trzy pociągiem w jedną stronę. No nieeeee długo, prawda? ;)
Czasem warto się poddać lenistwu, albo poczekać na natchnienie, oby nie kilka lat czy dekad :).
OdpowiedzUsuńA skoro tylu mądrych ludzi widzi w Tobie materiał na jeszcze wyższe wykształcenie, to może warto ich posłuchać :)
Problem w tym, że to ja najpierw muszę uwierzyć, że jestem dobrym materiałem na wyższe wykształcenie, opinia innych o mnie czasem nie wystarcza do podjęcia jakieś decyzji. ;)
UsuńMiło, że wpadłaś i jesteś!
Serdeczności :)
Wilmo, jakieś papiery trzeba mieć. Jeśli nie torebkę wypełnioną banknotami to chociaż jakiś dyplom :-)
OdpowiedzUsuńSerdeczności z Krainy Loch Ness
:-)
Życie mnie uczy, że lepiej jest mieć taķą torebkę i telefon z odpowiednimi numerami do odpowiednich ludzi. ;)
UsuńPozdrowienia serdeczne z Kaszub :)))
Wilmo to mgr. przed nazwiskiem zawsze może się przydać :))
OdpowiedzUsuńOj nie zawsze... czasem wystarczy tylko telefon do Antoniego i już ma się dobrą fuchę. ;)
UsuńPozdrawiam :)
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy mgr przed imieniem i nazwiskiem daje większe wynagrodzenie. Wiem natomiast, że najlepiej jest mieć ochotę. Ja nie nazywam lenistwem tego, co Ty, Wilmo, lenistwem nazywasz. To brak ochoty, o! Po kij się zmuszać? No powiedz, po kij? Toż to męka. Jak ochota przyjdzie, to i habilitacja prawie sama się zrobi, o!
PS. U nas praca magisterska na dowolny temat kosztuje 2 tysiące zł.
Pozdrawiam serdecznie.
Świetnie, że wpadłaś! :)
UsuńTo jednak jest lenistwo, ochota jest, ale jak sobie pomyśle ile to mnie będzie kosztować czasu, wyrzeczeń i newów to mi się nie chcę.... ;)
No nie dość, żem leniwa to jeszcze za biedna jestem na kupienie sobie takiej magisterki z niby moim nazwiskiem.. ;):D
Pozdrawiam serdecznie :)
Wilmo, rób to, co uznasz za słuszne. Nikt nie przeżyje za Ciebie Twojego życia. Chyba więc lepiej nie dać się stłamsić innym ludziom i pójść tą drogą, którą chcesz iść :)
OdpowiedzUsuńKieruję się w życiu sercem, a serce podowiada mi, że nie wytrzyma tych ciągłych dojazdów.... ;):D
UsuńByć może. Praca naukowca na uczelni to w gruncie rzeczy ciężki kawałek chleba. :)
UsuńAż tak ambitna nie jestem aby pchać się na nauczyciela akademickiego. Dla mnie praca na uczelni to byłby przykry obowiązek. Inna sprawa jak ktoś o tym marzy i ma jakąś misje do spełnienia, innymi słowy traktuje to poważnie. :)
UsuńCoś w tym jest. Praca każdego nauczyciela, również akademickiego, albo jest dla niego misją, albo staje się przykrym obowiązkiem. Poza tym mam wrażenie, że ostatnimi laty panuje zbyt wysokie ciśnienie wobec młodych ludzi na to, żeby skończyli liceum i studia. I może być to powód wysokiego bezrobocia wśród młodych. Ale to już jest inny temat. :)
UsuńMiałam promotora, który jest z tzw. powołania nauczycielem, ma chyba też jakieś poczucie misji i coby nie mówić robi to co lubi. Dobrze go wspominam.
UsuńMiałam profesora, który jakby za kare siedział na zajęciach, ale mądrze gadał, konkretnie i na temat. Nie bawił się w jakieś misje, wzniosłe tematy, zarażanie pasją. Uczył jak usystematyzować wiedzę, jak ogarniać jedną z największych kobył na studiach (starożytności). Nie cerolił się w tańcu. I nie wiedzieć czemu, po latach stwierdzam, że więcej z jego zajęć pamiętam niż z wielu innych zajęć na ostatnim roku, prowadzonych z pasją, z wielkim zaangażowaniem.
Czasem może tylko wystarczy mieć odpowiedni dystans do zawodu pedagoga....
Być może. Na pewno nie ma na to jednej reguły ani złotego środka. Tym niemniej uważam, że nie warto brać się za coś, czego z gruntu się nie lubi, nie trawi lub nie rozumie. I jakąś tam pasję chyba jednak trzeba w sobie mieć, nawet jeśli jest ona głęboko skrywana przed otoczeniem :)
UsuńJeśli ktoś skrywa przed światem swoją pasję to to już nie jest pasja. To objaw jakieś psychopatii. ;) :D
UsuńCałkiem możliwe. Każdy ma jakieś odchyły, większe lub mniejsze :D
UsuńW psychiatrii wszyscy jesteśmy stuknięci. :D
UsuńCo do magisterki, to moja Mama też z początku nie była pewna czy dobrze robi - a teraz idzie jak burza i praca napisana już. We wakacje będzie się bronić... A jeszcze ma pracę i dom na głowie. Bardzo jestem z Niej dumny :)
OdpowiedzUsuńZatem może warto zaryzykować? :)
Cieszę się ogromnie, że zawitałaś na Polankę i mam nadzieję, że będziesz stałym gościem. Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam na nową notkę, w której czeka na Ciebie mała niespodzianka: https://zyciecelta.wordpress.com/2017/03/20/marcowe-o-tym-i-owym/
Dla Mamy szacun wielki.
UsuńNie wiem jak tam ogarnę czasowo blogowanie i odwiedziny blogowe, ale postaram się.
Dziękuję. Pozdrawiam serdecznie. :)
Proszę bardzo :) Wpadaj kiedy dasz radę, kiedy będziesz miała czas i ochota. Zawsze będę czekać i zawsze będę się cieszył :)
UsuńTo bardzo miłe z Twojej strony. Dziękuję :)
UsuńTroszkę celowo ominęłam ten temat, wpadłam zobaczyć czy coś nowego słychać. Ale jednak dorzucę trzy grosze ;) Wiesz czemu celowo? Bo jestem najgorszą osobą od doradzania w sprawie studiów :D
OdpowiedzUsuńMoje wybory w tym zakresie były hm... nieco chybione przynajmniej do pewnego czasu. Może kiedyś napiszę o tym tekst. Niemniej zauważyłam, że brak magistra przeszkadza głównie tym, którzy mają swojego i do niczego sensownego go nie wykorzystali ;)
Zakopana w archiwum jestem, czasu brak, pomysłu nie ma.... a dziś to mnie zamknęli i musiałam dzwonić, żeby mnie te drzwi odkluczyli bo nie wylezę do rana. Tak zapomniałam klucza. :>
UsuńHehe, jak powiedziałaś A to teraz musisz powiedzieć B. Czekam na notkę w tym temacie. :*
Są takie ludzie. Oni mają tego magistra w głowie, a nie na dyplomie. To różnica. Mi ewentualnie potrzebny by był na dyplomie, potem bym zapomniała o nim i dalej udawała głupią. W końcu Ci mniej ogarnięci przeżywali cały totalitaryzm i komunę w dobrym zdrowiu. ;)
O rany, nie zazdroszczę przygody z kluczami :D
UsuńTo było jeszcze nic....
UsuńKiedyś pracowałam w takim archiwum medycznym gdzie za ścianą miałam kostnicę. Rozumiesz co dla mnie oznaczał każdy szmer lub nieznajomy głos? ;))
Całkiem niedawno myślałem o zostaniu doktorem nauk (powiedzmy) prawnych. Jednak szybko przypomniałem sobie o moich wadach, które są poważnymi przeszkodami do realizowania się w takiej roli. Na razie mi minęło. :)
OdpowiedzUsuńHmmm... preferuję raczej coś z kręgu trash/heavy/grind. Jeśli chodzi o melodyjny metal jakoś nie przepadam, tak samo jak za doom i black metalem. Ale jeśli coś wpadnie mi w oko/ucho to napiszę. :)
Pozdrawiam!
Matko! Prawo.... po ostatnich nocnych maratonach z prawem archiwalnym i medycznym, mam chyba jednak dość prawa, jakiegokolwiek, na jakiś czas. ;)))
UsuńCokolwiek melodycznego wpadnie Ci w ręce bądź w ucho to dawaj mnie tu szybko!
:)
Pozdrawiam :)