O blogu

Poniższe opowiadania oparte zostały na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki. Bohaterowie drugiego planu, fabuła oraz dialogi są nieco zmodyfikowane.

piątek, 13 października 2017

Wilma i jej refleksje [#3] - Pożegnanie z resentymentem

Jesienny październikowy poranek. Słonce leniwie wspinało się na nieboskłon, by zaraz potem schować się za gęste, czarne chmury zapowiadające ulewny deszcz. Wilma obudziła się dziwnie spokojna. Wiedziała, że tego dnia, pomimo przeziębienia, musi pojechać do Gdańska. Sukienkę, buty i ciepły jesienny płaszczyk przygotowała poprzedniego dnia. Nie wiedziała co czeka ją za 5 godzin, ale wiedziała jedno: "Muszę! Obiecałam to kiedyś sobie...

Po kilku godzinach była już gotowa. Czarna sukienka, biały żakiet z czarnymi dodatkami, czarne szpilki, subtelny makijaż, wszystko po to by czuć się pewnie. W myślach wciąż powtarzała ułożoną kilka dni temu kwestię, którą miała wypowiedzieć gdy nastąpi ta szczególna chwila. Już na samą myśl, że będzie musiała je wypowiedzieć drżały jej ręce. Nie do końca rozumiała, dlaczego tak się bała. A może chodziło o to, że musiała się tam pojawić osobiście? I nie mogła liczyć na innych, tylko na siebie?

W pociągu nie miała ochoty na czytanie. Rozmyślała. O tym jak to będzie, kto będzie. Jak zareaguje na jej przybycie ta najważniejsza osoba, dla której postanowiła poświecić tyle czasu. W duchu modliła się o to, aby nikt z pozostałych uczestników nie zwrócił na nią uwagi, nikt nic do niej nie mówił, nic od niej nie chciał. Najchętniej zamieniła by się w niewidzialną istotę i zmaterializowała się dopiero w odpowiedniej chwili. Niestety, tak się jednak nie mogło stać. 


Do byłej Alma Mater dotarła na pół godziny przed rozpoczęciem uroczystości. Usiadła na ławeczce, tam gdzie zawsze siedziała, czekając na wykłady. Z tego miejsca mogła obserwować kto wchodzi do sali. Serce biło coraz mocniej i szybciej. Próbowała wyciszyć oddech i uspokoić emocje. Udało się jej to osiągnąć w miarę skutecznie.  W końcu nadszedł czas, aby ruszyć w stronę zaproszonych gości. 

Zajęła miejsce i spokojnie czekała. Do sali wchodzili profesorowie, których będąc studentką lubiła mniej lub bardziej. W końcu wszedł On, dostojny Jubilat. Miała na koniec wręczyć jemu, wyhaftowany przez siebie obraz.

Uroczystość Wręczenia Księgi Pamiątkowej odchodzącemu na emeryturę profesorowi z Wydziału Historycznego, rozpoczęła się punktualnie o 13stej. Wszyscy zaproszeni goście zajęli miejsca, pierwszy zabrał głos Dziekan Wydziału, witając wszystkich zgromadzonych uczestników tego wydarzenia. Po nim zabrali głos kolejno Rektor i Prorektorzy UG oraz profesorowie, goście i przedstawiciele innych uczelni i instytucji naukowych. Wilma była jedną ze studentek profesora. Pamiętała go doskonale, a zwłaszcza jego wykłady, na które chodziła co piątek o 8:00 rano. Sam sposób przekazywania wiedzy profesora nie był fascynujący, ale chodziła, bo lubiła tą epokę. 

W czasie studiów na I roku wiele słyszała plotek na temat profesora od starożytności. Nie było nikogo na roku, kto by nie słyszał o jego prywatnych problemach, o poglądach politycznych i steki studentach, których "uwalał" na egzaminach, a często też wyrzucał ze studiów. Mało kto wiedział o pokaźnym dorobku profesora, mało kto mówił o jego wielkiej empatii, rodzinnej atmosferze, którą stwarzał wśród współpracowników i kolegów. 

Wilma słuchała ze zdumieniem życiorysu profesora oraz wspomnień obecnych na uroczystości jego kolegów, koleżanek i współpracowników. W pewnym momencie zaczęła odczuwać żal, do wszystkich tych nauczycieli akademickich, którzy próbowali oczernić go, poprzez opowiadanie nowoprzybyłym studentom ciekawych historyjek o profesorze, gdzie najwyraźniej szczerze go nie lubili lub nie mogli się z nim w jakiś sposób równać. Wilma doskonale pamiętała aferę, gdy studenci archiwistyki z starszego rocznika, odbywając praktyki zawodowe, postanowili zajrzeć w IPN-owiekie teczki starożytnika i rozpowszechnić znalezione, sensacyjne wiadomości o nim i jego rodzinie. Już wówczas czuła, że to co robią jest, nie tylko niezgodne z etyką archiwisty, ale po ludzku wręcz podłe. 

Jako jedna jedyna, była studentka, obecna wśród doktorów i profesorów zwyczajnych, nadzwyczajnych, niebędącą pracownikiem tejże uczelni, zastanawiała się w trakcie uroczystości, gdzie są ci wszyscy "dupowłazy" profesora. Z czasów swych studiów pamiętała kilkoro doktorantów i studentów, którzy latali za profesorem jak opętani. Im to profesor poświęcał swój cenny czas, dyskutując, czytając i poprawiając im prace, artykuły, udzielając dobrych rad, a przecież mógłby w tym czasie pobawić się z wnukami, pójść na kolację z żoną, którą przez swoją pracę naukową bardzo zaniedbywał. Gdzie oni się podziali? 

Dlaczego więc postanowiła przyjechać i wręczyć osobiście (choć bardzo tego nie lubi)  profesorowi swój obraz, przygotowany specjalnie dla niego z uwzględnieniem cytatu jego ulubionego mówcy i elementami sztuki starożytnego Rzymu? Przecież mogłaby go wyśmiać, wyszydzić i oczernić jeszcze bardziej jak większość jego kolegów i studentów. Mogła. Tyle tylko, że podjęła inną decyzję. Wybrała inną drogę. Postanowiła dowiedzieć się, jeszcze rok temu, od innego profesora, kiedy profesor odchodzi na emeryturę. Dopytywała się o konkretny dzień, godzinę i wreszcie pojechała. Sama. Zawiedziona tymi, którzy odmówili jej towarzystwa. I choć bardzo czuła się nieswojo w tak poważnym gronie, to zdusiła w sobie tę niechęć, stres, uprzedzenie do niektórych profesorów i stanęła przed szanownym jubilatem. 

Reakcja profesora i podziękowanie za jej obecność dowiodły, że zrobiła zwyczajnie dobry uczynek i wybrała właściwą drogę...



26 komentarzy:

  1. po kilku godzinach????... ileż to kobieta potrafi poświęcić /czytaj: zmarnować/ czasu na włożenie sukienki, żakietu i szpilek, nie wspomnę już o wylaszczeniu się makijażem, nawet subtelnym... ileż to razy potrafi się zamyślić /czytaj: zagapić/ podczas tych prostych czynności... przynajmniej i bynajmniej zresztą...
    a co do reszty, to:
    to tak jest, że inaczej patrzymy na wykładowcę, nauczyciela w chwili wykładu, który nas kręci, inaczej w chwili, gdy nas uwala na egzaminie... pominę już kwestię różnych rewelacji na jego temat, które bywają rozpowszechniane po kątach i które mogą nam ten obraz ubarwić lub zaburzyć, choć mogą być też obojętne... po latach wyłazi samo, co było najistotniejsze...
    czy dobrze zrobiłaś?... skoro on był zadowolony i Ty, to znaczy, że dobrze... reszta się nie liczy...
    prezent zresztą też dobry, bo ładny...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie 2,5 h.
      Narrator zapomniał dodać, że nie lubię się malować, więc robię to rzadko, więc nie mam wprawy, więc długo mi na tym schodzi.
      Ubolewam, że po latach dopiero to musi wyleźć lub ujrzeć światło dzienne.
      Przyznam, że z malutkim bólem serca oddawałam obraz, bo mi się on też podobał z racji, że uwielbiam styl rzymski.... Ale zrobię sobie inny.
      Pozdrowienia :)

      Usuń
    2. no tak, faktycznie... co prawda są różne szybkie kursy makijażu via YT, ale pośpiech jest raczej niewskazany, bo można sobie oko wybić lub pomylić tapetę kosmetyczną z proszkiem do szorowania garnków...

      Usuń
    3. I można sobie zalotką (to takie coś, czym się rzęsy podkręca) przykleszczyć powieki, albo co gorsza rzęzy wyrwać w pośpiechu....

      Usuń
  2. Bardzo ładnie opowiadasz, pewnie bardzo wiele czasu poświęcasz na układanie słów, ale czy mnie, czy więcej niż na wybieranie sukienki? :P
    Ale w porządku, pewnie gdybym nagle miała gdzieś się strojnie wybrać, wyglądałoby podobnie. Nie lubię tego -_-
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo rozumiem aluzji, ale miło mi i dziękuję za uznanie. :)
      Pozdrawiam również serdecznie :)

      Usuń
  3. Obraz bardzo zacny, sentencja pasuje do niego znakomicie. :)

    Jak byłem na studiach magisterskich miałem przyjemność chodzić na wykłady trzech bardzo dobrych w swoim kierunku profesorów, jeden był od historii administracji, drugi od etyki urzędniczej, a trzeci od systemu organów państwowych. Dwóch z nich niestety nie ma wśród nas i właściwie po ich śmierci spojrzałem dokładniej na to kim byli i co osiągnęli. Dlatego tak ważne jest to co Ty uczyniłaś, by uczynić uroczystość jeszcze bardziej doniosłą. W kwestii grzebania w teczkach mam złe zdanie o ludziach, którzy czynią to, by niszczyć innych. Zwłaszcza jeśli sami nie są ideałami z różnych względów.

    W sumie masz rację, historycznie rzecz ujmując kobiety dziś mają lepiej niż te 100-200 lat temu. Mnie zadziwia jednak to, że w XXI wieki są nadal mężczyźni, którzy z jakiegoś powodu muszą dokuczać kobietom niemal na każdym kroku. A księgarnia czy jakaś inna instytucja kultury ,,żartująca" w sposób prostacki o kobietach właśnie nie powinna mieć w swej nazwie nic związanego z kulturą.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Piotrze za uznanie. :)
    Nie wiem czy swoją osobą uczyniłam uroczystość jeszcze świetniejszą, byli tam o wiele ważniejsi ludzie niź ja. :)
    Ja miałam grzebac w teczkach pilotom i stewardessom w PRLu, odmówiłam wówczas swojemu promotorowi. Nie chciałam tego, i nie było mi to do niczego potrzebne, ani do satysfakcji, ani do wiedzy, ani też dla własnych korzyści, by np.zdobyć popularność w mediach. Wszyscy wiemy, że są tam bzdury, których i tak nie można rzetelnie zweryfikować. 
    Dziś nie chodzi o wiedzę, szacunek, czy kulture, dziś chodzi o wywołanie jak największej sensacji i przy okazji zarobieniu sobie parę groszy. I czy to poważna księgarnia, wydawnictwo, czy gazeta nie to już dziś żadnego znaczenia. Mamy w dzisiejszych czasach poważnie nadwątpiony system wartości i tego w jeden dzień się nie da odbudować. 
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrych ludzi najczęściej i najłatwiej się obmawia. Albo może to obmawianie najbardziej jest widoczne,bo często niesprawiedliwe. Wspomniany profesor wydaje się być człowiek z pasją,powołaniem, co potwierdza to,jak poświęcał czas,żeby pomóc innym. Być może w tych plotkach było ziarno prawdy,może jakiś fakt przekręcony. Ale motyw z grzebaniem w teczce... No skoro musieli,mogli sprawdzić,ale żeby rozpowiadać dalej - jak dla mnie chamstwo i dziecinada. Zero kultury i szacunku. Twoja obecność musiała być miłym gestem dla Profesora. Znakiem,że jednak ktoś go docenił. I można mówić,że byli tam też przecież "ważniejsi" od Ciebie. Jednak sądzę,że przy takiej okazji obecność każdego z przybyłych niosła za sobą inną wartość. Ani gorszą ani lepszą,inną. Co zbudowało ewentualnie konkretny pozytywny efekt,będący wyrazem szacunku i uznania.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to najbardziej chodziło: aby profesor poczuł się ważny i doceniony przez taką cholerę jak Wilma. ;))
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  6. Sądzę, że w pamięci tego profesora z tej uroczystości Twój prezent będzie ważniejszym wspomnieniem od jakichś takich podniosłych chwil jak laudacja wygłoszona przez jego kolegów/przełożonych.

    Z grzebania w teczkach część naukowców uczyniła sobie żyłę złota. Pytanie jest jedno czy kiedyś nie odpowiedzą za takie działania w sądzie? Wystarczy popatrzeć na sprawę Lecha Wałęsy, przez działania takich ,,krecików" nie wiadomo już jaki on jest naprawdę. Osobiście uważam, że takie teczki jakie mają na Wałęsę w IPN nie powinny wpływać jakoś szczególnie na ocenę jego działań.

    To w takim razie wysyłam energię na tydzień. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazałam mu myśleć o swoich byłych studentach gdy będzie spoglądał na ten obraz.

      Usuń
  7. szczur z loch ness16 października 2017 10:37

    Po prawdzie jak mawiam, że mawia Imć Wachmistrz te podziały na słusznych i jedynie słusznych oraz pozostałych (liczne epitety pomijam) są obrzydliwe :-(

    OdpowiedzUsuń
  8. :) Osobiście wolę knajpy z daniami azjatyckimi, mam koło siebie dość dobry bar z wietnamską kuchnią, jest tanio ale spore porcje (trochę dziwne z punktu widzenia ekonomii). Chociaż miałem okazję do próbowania dań tureckich będąc w Turcji jakiś czas temu, to nie pamiętam szczególnie żadnej potrawy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdraszczam okrutnie bycia w Turcji. Mnie nie było to dane, a teraz gdy sytuacja jest tam nieciekawa, muszę zrezygnować z wizyty w tym kraju. :(
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Pokazałaś, Wilmo, NAJWYŻSZĄ KLASĘ!
      ściskam i zapraszam na post rocznicowy

      Usuń
    3. W Turcji byłem już parę ładnych lat temu, jak sytuacja polityczna była w miarę stabilna. Jak dla mnie było wtedy za gorąco, jednak można się było tego spodziewać jadąc do takiego kraju bodajże w lipcu. :) Pierwszy i ostatni raz jadę latem w te rejony Europy.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    4. Wilma jest kobietą z klasą i tego się trzymajmy. ;))

      Usuń
  9. piękny, z serce gest..na pewno wzuszyło się serce profesora i to jest cudne:):)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Cierpliwość musisz mieć anielską, skoro takie obrazy haftujesz, a i serce wielkie, kiedy postanowiłaś dowartościować mądrego profesora.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję ci odwagi raz jeszcze. To piękne, że doceniłaś swojego ulubionego profesora pomio tego, że nie był idolem tłumów. Ja na wykłady nie chodziłam, co zresztą wiesz. Ale pamiętam kilka osób, o których piszesz, tych "dupowłazów".

    Co do makijażu i sukienki, to za dobrze cię znam, aby przejąć się, że poświęciłaś temu tyle czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwagi kosztowało mnie sporo.... Serio. Ulubiony to może On akurat nie był ale darzyłam go szacunkiem i... sentymentem.
      Wykłady.... To był piątek, kosmiczna godzina: ósma rano, nikt normalny nie chodził na ten wykład, chyba tyko ci, którzy z jakiś powodów lubili starożytność, albo chcieli przyplusować u wykładowcy - jednego takiego znałam z naszego roku, jest teraz policjantem. ;)

      Nie znoszę się malować.... Dobrze, że obecnej pracy nie muszę kicać w sukienkach. ;)

      Usuń
  12. Mali ludzie zaniżają wartość innych, bo nie znają innej drogi , w której mogliby osiągnąć sukces. Wielkie umysły poznaje się po pokorze
    Phttps://londynsrondyn.blogspot.com/ozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja z kolei postanowiłem,ze jednego z moich profesorów, tych upierdliwych i wymagających ale z klasa- na starość samotna przygarnę do siebie. Akcja jest w fazie realizacji. On nie ma nikogo. Jestem Mu to winien. Tak- wróciłem. Pozdrawiam. Brunet

    OdpowiedzUsuń