O tym jak Wilma została Samozwańczą Arytystką form Kaszuby można dowiedzieć się tutaj: Wilma haftuje. A tymczasem Wilma wzięła się za tworzenie obrazów o tematyce religijnej. Co ją do tego skłoniło, kto lub co zainspirowało? Jak wyglądał proces twórczy i jaka wyszła z tego amatorszczyzna? Już dziś! I właściwie od teraz możesz stać się świadkiem powstania wielkiego dzieła, o którym przyszłe pokolenia nawet nie wspomną.
Hansa Zatzka wszyscy znają. Nie?! To niech zapytają Wujka Google i poznają. Za to wszyscy kojarzą jego obraz "Anioł Stróż z dziećmi na kładce"[1]. Wilma ma ten obrazek do dzisiaj i pamięta jak klękała przed nim i uczyła się modlitwy do swojego Anioła Stróża, gdy nauczyła się mówić i używać hipokampu. Dziś jest już dużą dziewczynką, której parę lat temu przydzielono funkcję chrzestnej.
Doskonale pamięta słowa, chrzczącego jej siostrzeńca, proboszcza z małej kaszubskiej wsi, gdzieś za Kościerzyną. Oznajmił wówczas świeżo upieczonym rodzicom chrzestnym, że od teraz będą odpowiedzialni przed Bogiem za pomoc rodzicom w wychowaniu dziecka w wierze katolickiej. Z jakiegoś tajemniczego powodu Wilma wzięła sobie te słowa do serca. Pomyślała, że oprócz kasy, roweru i zegarka na przyjęcie, od czasu do czasu wspomnieć coś o Bogu dzieciakowi trzeba.
Młody podrósł i powoli można zacząć go katechizować. Na początek historyjki o Aniołkach. Do tego przydał się talent Wilmy. Wyczaiła ładny wzór na Pintereście, ściągnęła za darmoszkę, dobrała kolor płótna, mulin i przystąpiła do pracy.
Pierwszy etap - chmurki,
buźka
Drugi etap - sukienka
Trzeci etap - lewe skrzydło
Czwarty etap - prawe skrzydło
Piąty etap - pierwsza część napisu
Szósty etap - druga część napisu
Efekt końcowy
(Wilma kombinowała jak zrobić zdjęcie, aby nie odbijało się wnętrze i flesz, więc jakość jest jaka jest - można kliknąć w obrazek będzie więcej widać)
Obraz tworzył się 25 godzin i 30 minut, od 5.12.2016 do 16.12.2016. Oprawę wykonała Wilma.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tu jest miejsce na rozpoczęcie nowej tradycji. Wchodzą Państwo na tę stronę: The Silver Needlelet i podbijacie Państwo statystyki oglądalności, ewentualnie możecie też: wydać okrzyki zachwytu, mdleć z nadmiaru piękna i estetyki, ronić łzy wzruszenia, zazdrościć talentu Samozwańczej Arytystce from Kaszuby, nienawidzić jej za to, że jest piękna, utalentowana i młoda. I do tego jeszcze, ma dobry gust.
Jak ktoś ma fejsa może też polajkować sobie tu: FB The Silver Needlelet
________







Prawdę mówiąc nie sądziłem, że umiesz pisać z pazurem. Oczywiście, były tego zapowiedzi w stylu uczesanie: "Wilma rządzi" ale, że aż tak nie przypuszczałem :-) Sympatyczne masz hobby, o ile to hobby a nie powołanie.
OdpowiedzUsuńSerdeczności :-)
Jakie to miłe, że ktoś fatyguje się na głębszą analizę moich tekstów.... :-)
UsuńGdzieś tu na blogu jest informacja, że według jakiegoś tam, śmiesznego horoskopu chińskiego jestem Tygrysem. Tygrys to taki większy kot, a kot ma pazury, a jak ma pazury to ja też mam,tylko nie zawsze mogę je wysunąć.
Powołanie to ja mam do papierów, o czym pewne będzie mowa tutaj, nie raz i nie dwa.
Pozdrawiam serdecznie :-)
Piękny haft. Widzę, że masz fajny talent. Czasami żałuję, że nigdy nie wykazywałem większych talentów plastycznych. Zawsze byłem zainteresowany sztuką, ale plastycznie mam dwie lewe ręce. Mimo wszystko sporo fotografuję, co prawda tylko amatorsko ale zawsze to coś. W przypadku fotografii czuję się najpewniej. I kibicuję innym, bardziej utalentowanym ode mnie.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że ja również mam do rysunku dwie lewe. Jakimś dziwnym trafem potrafię śmigać igłą, po wcześniej dobrze odrysowanym wzorze, czy rysunku. Być może wyssałam wyszywanie z mlekiem matki, która nauczyła mnie wyszywać i sama też sporo wyszywała. Mój haft też jest amatorstwem i cieszę się z tego, bo gdybym brała go na poważnie to chyba oszalałabym i straciła w końcu wzrok.
UsuńFajnie mieć w życiu taką pasję. Przynajmniej człowiek zajmuje czymś swój czas, zamiast myśleć o głupotach. A zapewne haft jest bardzo zajmującym zajęciem, wymaga dużo skupienia.
UsuńMnie zawsze ciągnęło do nieco bardziej poważnej (ale wciąż amatorskiej) fotografii. Cieszę się, że wreszcie zdobyłem się na odwagę i kupiłem sobie lustrzankę. :)
W przypadku wyszywania może nie tyle ważne jest skupienie co cierpliwość i precyzja. Trzeba mieć wprawną rękę. Gdy się uczyłam to się skupiałam dziś, mogę wyszywając oglądać film, serial, słuchać muzyki i rozmawiać. :-)
UsuńTo też bardzo ważne. Mam nadzieję, że i ja kiedyś będę miał wprawną rękę w fotografowaniu. Póki co wychodzi mi bardzo różnie, ale mam już coraz lepsze efekty. :)
UsuńDzielnie będę Ci kibicować. :-) Choć w przypadku fotografii, trzeba mieć tez wprawne oko. ;)
UsuńOczywiście. Na szczęście mam dobre okulary, co na pewno ułatwi mi ćwiczenie wprawnego oka. Bez okularów niestety byłbym prawie ślepy. :)
UsuńPodobnie jest u mnie, zrobiłabym sobie krzywdę bez okularów. :D
UsuńNie powiem, przykuta do łóżka ciążą zagrożoną sama popełniałam kiedyś kilka wątpliwej jakości obrazków haftem krzyżykowym. Upojona sukcesem nawet zabrałam się za formę trudniejszą, wymagająca większego zaangażowania. Na szczęście nadszedł szczęśliwy czas rozwiązania i mogłam z ulgą i bez żalu odstawić do odległego kiedyś, które jeszcze nie nadeszło, rozpapraną robótkę typu haft richelieu.
OdpowiedzUsuńSzacun za cierpliwość:)
Mam w swoim dorobku tylko jeden taki obraz wykonany krzyżykiem. Tam chyba cała litania poleciała gdy go przez kilkadziesiąt dni robiłam, przez wiele godzin, na zamówienie sąsiadki. Od tamtej pory nawet patrzeć na krzyżyki nie mogę.
UsuńRichelieu nigdy jeszcze nie robiłam. Może kiedyś... We Włoszech jest na to szał ciał. Tu w Polsce mniejszy, ale też popularny.
Wilmo, haftem krzyżykowym mam "wyszyty" obraz domku na wsi. Oprawiony w ramki ozdabia mój przedpokój. Gratuluję cierpliwości, wiem, ile czasu i pracy kosztuje wyszywanie. Sama mam obrusy, serwetki przez siebie wyhaftowane, które miałam dać córce. Pięknie podziękowała, ale nie wzięła. Zapytała: - A kto będzie prasował i jeszcze krochmalił? Zwiesiłam głowę jak ten niemy. Nie ta epoka, kto dziś krochmali i prasuje serwety.
OdpowiedzUsuńSerdeczności.
Tak zgadza się, z serwetkami, obrusami ręcznie wyhaftowanymi za dużo roboty, najlepiej kupić coś z made in China i pozostawić na trzy lata, a raz w roku wyprać i łudzić się, że pięknie.
UsuńKrzyżyków nie lubię. To już postanowione. :D
Pozdrawiam :-)
Nie należę do religijnych osób, ale anioły zawsze mnie fascynowały. Ładnie wyszło, te skrzydła wyglądają ekstra :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam się - jestem religijna ale doprawdy, jeszcze nie wyczaiłam o co chodzi z tymi aniołami. Tak na poważnie...
UsuńDzięki za docenienie skrzydełek. ;)
Ja mam uraz do haftów, szczególnie krzyżykowych. Moja babcia męczyła mnie wyszywaniem obrusów i wielu innych "przydatnych" rzeczy. Zaczęło się to w wieku 10 lat. I to nie było zachęcanie, tylko zmuszanie. Dlatego teraz, gdy jestem człowiekiem wolnej woli, krzyżyków się nie tykam. :-)
OdpowiedzUsuńNie dziwie się... i zarazem współczuję. Nie rozumiem też takiego zmuszania do czegoś, do czego nie ma się ani ochoty,ani zamiłowania, ani w niektórych przypadkach talentu. Człowiek od samego poczęcia jest istota wolną i takie zmuszanie dziecka to chyba jest nawet grzechem. To samo tyczy się zmuszania dziecka do grania na instrumencie, albo pójścia na studia prawnicze lub medycynę.
UsuńNo właśnie. Tylko nasze babcie, przynajmniej co niektóre, żyjące według starych czasów, są przekonane, że się nam to przyda. Żeby chłopu na przykład skarpetki zacerować.:-)
UsuńNie no... ja rozumiem, że one chcą dobrze, ale jednak często zapominają, że świat idzie do przodu i dziś dziurawe skarpetki wywala się do kosza i kupuje nowe za 10 zeta. :-)
UsuńKomentarz testowy ;-)
OdpowiedzUsuńPrzyjęte, odmeldowuję. ;)
Usuń