Koniec świata! Po stu latach studiowania, po pięćdziesięciu latach oczekiwania Wilma dostała dyplom ukończenia studiów pierwszego stopnia. Nieeee.... Majowie nie mogli tego przewidzieć. A jednak! Stało się, Wilma ma oficjalnie wykształcenie wyższe z tytułem (śmiesznego) licencjata. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie dwie rzeczy. Jakie? Idźmy dalej i dowiedzmy się razem.
To jak Wilma trafiła na studia i dlaczego akurat na historię ze specjalnością archiwistyka to dłuższa opowieść, dostępna dla zainteresowanych bliższym poznaniem Wilmy. No bo przecież w pisaniu bloga wcale nie o to chodzi, aby tak wszystko o sobie i co ma się w głowie, ewentualnie w sercu, od razu wyłożyć jak na patelni i nie pozwolić odkrywać siebie po trochu, po cichu, po wielkiemu cichu i po kawałeczku cienia. Prawda? W każdym razie, Wilma poszła na studia i początkowo nie chciała studiować tego co studiowała. Miała wówczas taki tajny, szatański plan. "Pójdę sobie na historię, rok postudiuję i potem czmychnę na pielęgniarstwo albo analitykę medyczną." - pomyślała.
Jednak coś nie dawało jej spokoju. Tym czymś było uporczywe pytanie, wygenerowane w mózgu Wilmy, które pojawiło się już pierwszego dnia po ślubowaniu na inauguracji roku akademickiego na Wydziale Historycznym łUGie i nie dawało jej spokoju:
Co ja robię na tym wydziale i kierunku?
Wilma czuła, że chyba nie jest to miejsce, w którym powinna była się znaleźć. Często też słyszała od swoich koleżanek, poznanych na wydziałowym korytarzu i w aulach, że kompletnie nie pasuje do tego miejsca i środowiska. Różnie to argumentowały, a to, że styl bycia Wilmy im nie pasował, a to jej osobowość i zainteresowanie medycyną, a zwłaszcza, dość niespotykane u współczesnych studentów, zaangażowanie i pasja z jaką Wilma oddawała się pisaniu prac semestralnych. Znalazł się też jeden łoś, który stwierdził, że kobiety nie powinny studiować historii, ponieważ zwyczajnie się do tego nie nadają. Cóż... niektórzy chyba zatrzymali się w pewnej epoce i nie dostali jeszcze porządnie w zęby od zagorzałej feministki.
Sama Wilma zastanawiała się po co tu jest i jak to się stało, że się tu znalazła, choć przez 5 lat od ukończenia liceum robiła dosłownie wszystko, aby tylko nie iść na historię. Pracowała, chodziła na jakieś śmieszne studium policealne, próbowała dostać się na inne kierunki, omijając szerokim łukiem historię. Normalnie jak filmie Oszukać przeznaczenie. Kombinowała, kombinowała, aż w końcu los, czy też Opaczność Boska - zależy kto w co wierzy lub nie wierzy - tak omotała Wilmę, że ani się nie obejrzała, a tu myk... myk... cyk... i oto jest studentką historii. Nawet nie pofatygowała się pójść na spotkanie organizacyjne i sympatyczna pani z dziekanatu przypisała ją sama na specjalizacje.
Wilma więc, nie kiwnęła palcem, a ktoś inny zadecydował za nią i tak znalazła się na archiwistyce. Akurat to spodobało się Wilmie. Na tej specjalizacji nie było przedmiotów politologicznych. N a t e j specjalizacji nie musiała odbywać praktyk w szkole. N a t e j specjalizacji było więcej l u z u. A przecież Wilma nie myślała zagrzewać sobie miejsca...
I tak mijały dni i miesiące roku pierwszego na studiach. Różnie bywało. Były emocjonujące, niezapomniane przeżycia z profesorem od starożytności, były długie, nudne wieczory z wielkimi tomiskami i setkami kserokopii z BUGu. Było pasjonujące i namiętne pisanie pierwszej pracy semestralnej, w której Wilma mogła połączyć swoje zainteresowanie medycyną z historią, coby się profesor z ćwiczeń nie czepiał. I właśnie to ostatnie miało decydujący wpływ na jedną z dwóch decyzji Wilmy w sprawie podjętych przez nią studiów. Połączenie medycyny z historią dawało może nie 100% ale 90% satysfakcji i wystarczająco pobudzało ją do działania, dzięki czemu przestała umierać z nudów na tych studiach. Postanowiła poczekać z analityką medyczną.
Została.
A potem.... A potem poznała swoją drugą miłość. Ale o tym, za jakiś czas.

Archiwistyka... mnie się podoba:-) Zdawałam dwa egzaminy u gościa,który na wykładach twierdził,że największą klęską ludzkości było to,że kobieta nauczyła się czytać ;-) Niestety, czasami po cichu przyznawałam mu rację;-) Był jawnym mizoginem, ale cóż poradzić,specjalistą świetnym! Notatki z jego wykładów mam do dzisiaj. Niezastąpione!
OdpowiedzUsuńTo znaczy tak, jeśli mam się trochę poważniej wypowiedzieć na temat kwestii kobiet, czy powinny zajmować się historią jeśli idzie o poważne badania naukowe, to powiem, że niektóre kobiety jak najbardziej, a niektóre absolutnie nie. Dlaczego? W przypadku tych co nie powinny, mam tu na myśli m.in. sferę emocjonalną. Są takie dziedziny historii, gdzie trzeba umieć trzymać emocje na wodzy i wyzbyć się jakiejkolwiek empatii, ukrócić nieco naturalną kobiecą tendencje do fantazjowania, wyolbrzymiania problemów, sygnałów itp. czyli umieć trafnie ocenić zaistniałą w danym okresie historycznym, czy momencie rzeczywistość i umieć opisać ją w prosty sposób. Konkretnie, a nie jakieś tam ukwiecone zdania i tralalala. Z całym szacunkiem dla filologów. Umiejętnie pokojarzyć fakty, osoby itd. A są niestety takie kobiety, które mają ogromny problem z ogarnięciem rzeczywistości, poukładaniem sobie tego wszystkiego w rzeczowy lub chronologiczny sposób. Mogą przesadzić i wysnuć daleko idące wnioski. To też tyczy się niektórych mężczyzn (np. wszyscy ci zapaleńcy, miłośnicy teorii spiskowych), więc nie ma reguły i można się tu pospierać. Ale też są kobiety trzeźwo stąpające po tej kuli ziemskiej i czyta się je z nieudawaną przyjemnością. I potrafią w fantastycznie przekazać swoje myśli i wiedzę. No i też trzeba pamiętać o osobistych predyspozycjach, gdzie fakt bycia kobietą czy mężczyzną nie ma najmniejszego znaczenia. :)
UsuńOd sasa do lasa. Taka jest mniej więcej rozbieżność między tym co Wilma studiowała, a co ją interesowało. W każdym razie gratuluję dyplomu. Duuuuuuuuuuża rzecz!
OdpowiedzUsuńTrochę zabrzmi enigmatycznie, na razie: alleee Wilma znalazła jednak w tej rozbieżności wspólny mianownik. :D
UsuńDziękuję. :)
Ciekawy kierunek sobie obrałaś.
OdpowiedzUsuńZa moich czasów nie było licencjatu, tylko od razu człowiek /z pomocą boską/ stawał się magistrem. Moi synowie /jeden bankowiec, drugi geograf/ też najpierw licencjaty musieli zrobić.
W każdym razie serdecznie Ci gratuluję. I życzę dalszych sukcesów w tej albo w innej dziedzinie.
:-)
Dziekuję, nie wybrałam go może tak do końca świadomie ale z perspektywy czasu ibtak się cieszę. :-)
UsuńI to jest w zasadzie trochę fajne, że po licencjacie można zrobić magisterkę z innej, pokrewnej dziedziny.
Pozdrawiam serdecznie :-)
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńGratulacje i owacje!
Pozdrawiam serdecznie.
Dziękuję serdecznie :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawian :-)
I nie fajnie było być studentką? Pospieszyłaś się, i teraz musisz się zastanawiać co z tym dalej robić. ;-)
OdpowiedzUsuńNiektórzy moi koledzy potrafili i 10 lat studiować...
(a tak poważniej to też gratuluję! :-)
Ojej w końcu i Tetryk dodarł w moje skromne progi! :-)
UsuńTo ja ze swym marnym wynikiem 6 lat mogę się schować... Ale pozostała mi jeszcze magisterka, więc? ;)
Dziękuję :-)
Wilmo życie pokazuje, że niezależnie od posiadanych dyplomów zazwyczaj zajmujemy się w tymże życiu zupełnie czymś innym. I nic w tym nadzwyczajnego, bo według prognoz kolejne pokolenia będą zmuszone zmienić zawód jakieś trzy lub cztery razy przebywając na podole. To podstęp postępu, nad którym nikt już nie panuje, a kolejne zmiany technologiczne przypominają żywioł przypadkowości wywołanej presją marketingu.
OdpowiedzUsuńSerdeczności z Krainy Loch Ness :-)
Trochę Szczurku wyprzedziłeś tym komentarzem drugą część tej dłuszej 'refleksji'. Długo szukałam odpowiedzi na pytanie, co chcę w życiu robić. Na historii pojawiłam się z przypadku, ale dzięki temu poznałam archiwistykę, która z czasem stała się moim zamiłowaniem. Po za tym do tej chwili nie rozumiem, po co jest potrzebny dyplom jeśli się coś robi z czystej pasji. Dlatego pofatygowałam się o ten dyplom, który dla mnie jest tylko nic nieznaczącym papierkiem, ale otwierającym drzwi do archiwum....
UsuńRównie serdecznie pozdrawiam :-)
Kurde jak ja żałuję, że nie poszłam na studia. Wiem, że mogę nadal, ale wszystko poszło do przodu, praca, dziecko, obowiązki. Nie wiem czy bym pogodziła, ale często myślę o jakimś studium chociaż. Żeby cokolwiek ruszyć. Zobaczymy.
OdpowiedzUsuńPo za tym gratuluję! :)
Kiedyś bardzo chciałam iść na studia obojętnie jakie, byle tylko studiować. A gdy poszłam na studia dzienne, tęskniłam za pracą. :D
UsuńZasada jest prosta, jeśli bardzo chcesz iść na nie to idź i baw się dobrze, zdobywając nowe doświadczenie i wiedzę. Jeśli czujesz jakiś przymus to nie idź, bo zwyczajnie się na nich zamęczysz i szybko wypalisz.
Dziękuję :-)
Witaj Wilmo :)
OdpowiedzUsuńprzeczytałam notkę i to, co przyszło mi do głowy to
- o jasny gwint
- a niech mnie
ja trafiłam na architekturę , wahałam się architektura medycyna i przeważyło ... brak egzaminu z fizyki na studia architektoniczne ... Trafiłam ale żebym od razu taka zachwycona dziko była, to nie powiem, podobało mi się a jakże ale gdzieś tam w marzeniach widziałam siebie przy stole operacyjnym , pewnego razu usłyszałam od chirurga, że jeśli ma się łatwość rysowania, to na mur ma się też łatwość operowania, od tego czasu widziałam siebie przy stole jeszcze bardziej ... na tyle, że jako temat pracy magisterskiej wybrałam sobie "klinika chirurgiczna we Wrocławiu na Niskich Łąkach" ... i ti musiałam siebie już w naturze przy stole zobaczyć bo promotor"przecdzołgał mnie " po szpitalach, nie zaprojektujesz jeśli nie zobaczysz ... to zobaczyłam. Miłość do tewgo, co robię przyszła dopiero póżniej, kiedy zaczęłam pracować i zobaczyłam jak smakije tworzenie. A nawisem mówiśc moje wędrówki studenckie po szpitalach przydają mi się teraz ogromnie. Możesz sobie wyobrazić jak "rzucam się" na projekty medyczne , salę operacyjną tak dopoieszczałam ostatnio, że mój braciszek kota mi pogonił, że jeszcze trochę a termin minie i na kary życia nam cie starczy
Pozdrawiam :)
Szalenie podoba mi się Twoja historia i utwierdza mnie w przekonaniu, że prawdziwa miłość do tego co się robi, przychodzi z czasem i pozostaje na bardzo długo....
UsuńJa mam też taką fazę dopieszczania, miałam podobnie z pracami pisemnymi, dobrze, że są jednak jakieś terminy. :-)
Pozdrawiam Cię serdecznie! :-)